I ❤️ Greece



 Szósty dzień naszej wyprawy do słonecznej Grecji rozpoczęliśmy od porannego spaceru na lokalny targ w pobliskiej wiosce – bo gdzie indziej można kupić świeże oliwki, czosnek o zapachu nie do zapomnienia i magnesy z napisem "I ❤️ Greece"? Pogoda rozpieszczała nas jak grecka babcia swoje wnuki, więc wędrówka była czystą przyjemnością. 


Po krótkich (czyt. trzy torby i dwie siatki) zakupach wróciliśmy do biura. Tam wcieliliśmy się w role poważnych rekruterów i zestresowanych kandydatów, nagrywając filmiki o rozmowie o pracę. Udzielaliśmy rad, odpowiadaliśmy na najczęstsze pytania i tylko czasem wybuchaliśmy śmiechem, gdy ktoś z nas zbyt mocno wczuł się w rolę – Oscarów jeszcze nie dostaliśmy, ale wszystko przed nami! 


Po tej intensywnej dawce kreatywności przyszedł czas na zasłużony grecki obiad – oczywiście gyros! Był tak pyszny, że przez chwilę rozważaliśmy porzucenie dotychczasowych planów i otwarcie własnej budki z kebabem. 


Z pełnymi brzuchami, a może raczej brzuchami w trybie "awaryjne rozciąganie T-shirtu", ruszyliśmy na plażę. Tam oddaliśmy się klasycznym wakacyjnym rozrywkom: opalaniu rozważaniom nad tym, czy da się żyć z etatem plażowicza. 


Słońce grzało, morze szumiało, a my zgodnie stwierdziliśmy, że ten dzień był jak z folderu biura podróży – tylko lepszy. I zdecydowanie zostanie z nami na długo… przynajmniej do momentu, gdy ktoś przypomni nam, że jutro trzeba wstać o 7:00.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

KOLEJNA SZANSA