Thesaloniki

 

Ostatni dzień naszej greckiej przygody spędziliśmy w Salonikach – drugim co do wielkości mieście Grecji, czyli takim greckim „Krakowem”, tylko z większą ilością oliwek i słońca. Miasto to, oprócz bogatej historii, może pochwalić się również atmosferą tak przyjemną, że człowiek od razu ma ochotę rzucić wszystko i zostać tam choćby na handel rękodziełem na lokalnym bazarze.

Z samego rana, czyli w okolicach godziny „jeszcze za wcześnie na zwiedzanie”, wyruszyliśmy do Muzeum Archeologicznego. Tam podziwialiśmy artefakty sprzed wieków – od starożytności aż po Bizancjum – czyli czasy, kiedy selfie robiono dłutem, a status społeczny mierzono ilością amfor.

Następnie skierowaliśmy nasze (wciąż trochę zaspane) kroki ku Białej Wieży – symbolowi miasta, który wbrew nazwie jest bardziej szary niż biały, ale kto by się czepiał. Poznaliśmy jej historię i próbowaliśmy nie wspominać, że dawniej służyła jako więzienie… bo jednak człowiek woli myśleć o niej jako o romantycznym punkcie widokowym.

Po solidnej dawce morskiego powietrza i jeszcze solidniejszym spacerze ruszyliśmy na dalsze eksplorowanie urokliwych uliczek. Trafiliśmy m.in. pod Łuk Galeriusza i do Rotundy, które stoją sobie dumnie wśród współczesnych kamienic – zupełnie jakby starożytność zaprosiła nowoczesność na kawę i ciasteczko.

Nie mogliśmy też ominąć Bazyliki Mądrości Bożej – najważniejszego kościoła w Salonikach. Tam wpatrywaliśmy się w piękne mozaiki, próbując jednocześnie nie potknąć się o własne szczęki opadnięte z wrażenia. Architektura? Klasa sama w sobie. A echo w środku? Idealne do nielegalnych prób śpiewu operowego.

Na koniec trafiliśmy na Plac Arystotelesa, gdzie daliśmy odpocząć nogom i portfelom. Wyczerpani jak po maratonie, ale szczęśliwi jak dzieci w sklepie z baklawą, zakończyliśmy dzień przy porządnym gyrosie – bo przecież nie można opuścić Grecji bez ostatniej uczty na cześć tzatzików i grilowanego mięska.

Saloniki okazały się miastem pełnym życia, historii i jedzenia (dużo jedzenia). To była idealna kulminacja naszej podróży. Zmęczeni, z uśmiechami na twarzach i dodatkowymi kilogramami w walizkach, wróciliśmy do hotelu, by przygotować się do powrotu do rzeczywistości.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

KOLEJNA SZANSA